CrusadeNR

Sunday
Sep 05th
Text size
  • Powiększ litery
  • Default font size
  • Mniejsze litery
Home Ogólne Hyde Park Różności, ARTYKUŁY, ciekawostki ...
Add Announcement Here

Crux
useravatar
User Info

Re: Różności, ARTYKUŁY, ciekawostki ...

Gdyby to byli prawicowi ekstremiści to by wycięli np. wandejskie serce, a nie symbol jakiegoś lewackiego, socjalistycznego, plebejskiego ruchu. tongue


http://www.fronda.pl/crux/blog/
Notatnik kontrrewolucjonisty

Administrator has disabled public posting
Jager
Dumny Polak
useravatar
User Info

Re: Różności, ARTYKUŁY, ciekawostki ...

Swastyka jest symbolem wieluuu rzeczy, ale autorom tej krótkiej i śmiesznej informacji chodziło za pewne o neonazistów, lecz użyli co do nich złego sformułowania "prawicowi ekstremiści". Narodowy socjalizm miał znacznie więcej wspólnego z lewicą niż z prawicą przecież hehe.


Administrator has disabled public posting
ela1968
Moderator
useravatar
User Info

Re: Różności, ARTYKUŁY, ciekawostki ...

O starszym człowieku nie będę się wyrażać, więc zmilczę, ale polecam ten wywiad : (

http://www.polityka.pl/swiat/tygodnikfo … -zeit.read

Alice Bota, Die Zeit16 lipca 2010
123.Rozmowa z Władysławem Bartoszewskim, Die Zeit
Nie wykluczam bijatyki
Kiedyś siedzieli razem w więzieniu, dziś wspólnie walczą o lepszą Polskę. Władysław Bartoszewski, człowiek legenda, opowiada o przyjaźni łączącej go z nowym prezydentem.

Die Zeit: Kiedy stało się jasne, że konserwatywno-liberalny Bronisław Komorowski zwyciężył w wyborach prezydenckich, premier Donald Tusk oświadczył, że to najszczęśliwszy dzień w jego życiu. Jak pan zareagował na tę wiadomość?


Władysław Bartoszewski: Z wielką ulgą. Jarosław Kaczyński, kontrkandydat Komorowskiego, nie byłby dobrym prezydentem. Całym sercem byłem po stronie Bronka.

Poznali się panowie w areszcie.

Byliśmy internowani w tym samym ośrodku, w którym przebywało wielu późniejszych tuzów polskiej polityki, na przykład pierwszy niekomunistyczny premier w powojennej historii Polski Tadeusz Mazowiecki czy Bronisław Geremek. Nasze drogi przecięły się zimą 1981/82. W ciągu czterech miesięcy spędzonych w areszcie połączyła nas bliska przyjaźń, co było dosyć dziwne.

Alice Bota, Die Zeit16 lipca 2010
123.Rozmowa z Władysławem Bartoszewskim, Die Zeit
Nie wykluczam bijatyki
Kiedyś siedzieli razem w więzieniu, dziś wspólnie walczą o lepszą Polskę. Władysław Bartoszewski, człowiek legenda, opowiada o przyjaźni łączącej go z nowym prezydentem.
PowiększWładysław Bartoszewski Czytaj także.Polska-Niemcy: nowi prezydenci. Czy nowy początek?
Problemy między Polską a Niemcami mają charakter bardziej emocjonalny, niż polityczny.
Die Zeit: Kiedy stało się jasne, że konserwatywno-liberalny Bronisław Komorowski zwyciężył w wyborach prezydenckich, premier Donald Tusk oświadczył, że to najszczęśliwszy dzień w jego życiu. Jak pan zareagował na tę wiadomość?


Władysław Bartoszewski: Z wielką ulgą. Jarosław Kaczyński, kontrkandydat Komorowskiego, nie byłby dobrym prezydentem. Całym sercem byłem po stronie Bronka.

Poznali się panowie w areszcie.

Byliśmy internowani w tym samym ośrodku, w którym przebywało wielu późniejszych tuzów polskiej polityki, na przykład pierwszy niekomunistyczny premier w powojennej historii Polski Tadeusz Mazowiecki czy Bronisław Geremek. Nasze drogi przecięły się zimą 1981/82. W ciągu czterech miesięcy spędzonych w areszcie połączyła nas bliska przyjaźń, co było dosyć dziwne.

Dlaczego?

Ja wówczas dobiegałem sześćdziesiątki, on zaś był w wieku mojego syna. Po kilku tygodniach przeszliśmy jednak na ty. Od tego czasu bardzo dobrze się rozumiemy i dlatego wynik wyborów miał dla mnie podwójne znaczenie: ktoś, kogo znam tak dobrze, w pewnym momencie staje się niemal członkiem rodziny, za którego ręczę, że jest człowiekiem poważnym, cierpliwym, rozważnym i stałym w sposobie myślenia i działania.

Co sprawiło, że między panami tak szybko zrodziło się zaufanie?

Komorowski studiował historię. Nigdy jednak nie pracował dla komunistów – był nauczycielem w seminarium franciszkanów. W tamtych czasach trudno sobie wyobrazić bardziej chrześcijańską postawę.

I to panów połączyło?

Dla mnie był to znak, jaką drogę obierze on w życiu. Poza tym często rozmawialiśmy o konieczności przywrócenia prawdy historycznej, tak aby doprowadzić do duchowego odrodzenia pokoleń zatrutych komunistyczną propagandą. Komorowski już wtedy rozumiał, że w tym celu należy edukować ludzi, wychowywać ich na nowo, tak by mieli świadomość, że Stalin nie był aniołem, ale i że nie każdy Niemiec to diabeł wcielony. W tym młodym pokoleniu odkryłem ludzi, którzy myśleli podobnie jak ja.

Nie jest pan jedyną osobą publiczną, która opowiedziała się przeciw kandydaturze Jarosława Kaczyńskiego. Reżyser Andrzej Wajda również poparł Komorowskiego. Zapytany o powody takiej decyzji odparł, że to wojna domowa, walka o wszystko.

Rozmawiałem z nim później, czy słowa, których użył, nie były zbyt ostre. Stwierdził on jednak, że przestróg nigdy za wiele. W prezydenckim pojedynku Wajda dostrzegał pewne napięcie właściwe dawnym wojnom religijnym w Europie. W moim środowisku dominowało przekonanie, że nie trzeba mieć nic wspólnego z Platformą Obywatelską, by mimo to uznać, że to właśnie jej kandydat będzie najlepszym prezydentem. Druga strona reprezentowała zupełnie odmienne spojrzenie: Prawo i Sprawiedliwość to Kaczyński, Kaczyński to jego brat, a jego brat jest męczennikiem. Na tej podstawie starano się stworzyć mistyczny ciąg przyczynowo-skutkowy. Taka logika jest jednak nie do przyjęcia, jeśli chcemy mieć stabilne państwo.

Dużą niespodzianką był fakt, że w trakcie kampanii Jarosław Kaczyński zaprezentował się od umiarkowanej strony. To pański obóz szukał konfrontacji, on jej raczej unikał.

Nikomu w Polsce ani zagranicą nie mogę zakazać, by nabrał wiary w polskiego polityka.

Rozumiem, że nie jest pan przekonany co do szczerości tej przemiany.

Wszelkie nawrócenia, z wyjątkiem świętego Pawła, z natury rzeczy stawiam pod znakiem zapytania. Co nie znaczy, że nie życzę im powodzenia.

W trakcie kampanii stwierdził pan jednak, że szybciej zaufałby ojcu pięciorga dzieci niż hodowcy zwierząt futerkowych, co było wyraźną aluzją pod adresem Kaczyńskiego żyjącego do dziś w stanie kawalerskim.

Oczywiście. Jeśli spojrzymy na człowieka, o którym wiadomo, że przez półtora roku był jednym z najgorszych premierów w historii Polski, a następnie porównamy go z osobą wyważoną i ceniącą konsensus w życiu rodzinnym i sprawach codziennych...

Musi pan jednak przyznać, że to bolesne słowa w stosunku do kogoś, kto właśnie stracił rodzinę w katastrofie lotniczej.

Stracił rodzinę! Swych bliskich straciły również rodziny pozostałych 94 ofiar wypadku. Śmierć to śmierć. A jeśli ktoś odczuwa ból, nie musi od razu kandydować na najwyższy urząd w państwie. Znam bardzo wiele osób na całym świecie, które wskutek utraty najbliższych wycofały się z działalności publicznej. Tak się zresztą dzieje najczęściej. Nie jest zaś tak, że zaledwie trzy miesiące wcześniej ktoś był jednym z najbardziej nielubianych polityków w kraju, aż tu nagle stwierdza, że oto jest doskonałym kandydatem na prezydenta. Ja nie mogę tego pojąć. Wielu Polaków odbiera to podobnie, dlatego też wyborcy tak gromadnie zaangażowali się w kampanię.

PO, partia Komorowskiego, ma teraz problem: nie może się już wymawiać prezydentem blokującym ustawy, lecz musi zacząć wcielać w życie niewygodne reformy, chociażby w systemie emerytalnym czy służbie zdrowia.

Owszem, proszę jednak zrozumieć, że reformy jak w każdej demokracji muszą przejść przez parlament. Postawa opozycji może tam wiele ułatwić lub utrudnić.


Ale Platforma dysponuje przecież większością!

Nie do końca. Bez stabilnego partnera koalicyjnego nie będziemy w stanie przeprowadzić żadnych reform. Jedyne, co możemy w tej chwili zrobić, to szukać sojuszników w konkretnych sprawach, w szeregach raz tej, raz innej partii.
To oznaczałoby jednak koniec koalicji.

Teoretycznie takie rządy są możliwe. To trudne zadanie, ale wykonalne.

Czy taka opcja jest brana pod uwagę?

Naturalnie, w końcu przed nami jeszcze półtora roku do wyborów parlamentarnych.

Można się zatem spodziewać reform?

Nie powiem, że jestem co do tego przekonany, ale mam taką nadzieję i będę te plany wspierał.


Czy era Kaczyńskiego dobiegła już końca?

Nie sądzę, by Kaczyńskiego udało się kiedykolwiek zreformować. Dlatego w najbliższym czasie będzie on czynił wszystko co w jego mocy, by zaszkodzić rządowi i głowie państwa. Nie obawiałbym się wojny domowej, lecz z pewnością sięgnie on po wszelkie możliwe środki.

Polska pozostanie więc podzielona na obozy, które znikły po tragedii w Smoleńsku.

Wyborom parlamentarnym w przyszłym roku będzie towarzyszyła bardzo ostra walka polityczna. W Korei Południowej i we Włoszech nieraz dochodziło do bójek w ławach poselskich – w Polsce jak dotąd się to nie zdarzyło. Niczego nie można jednak wykluczyć (śmiech). Oczywiście robię sobie żarty, ale jednocześnie przepełnia mnie to bólem. Jeśli spojrzeć na rolę naszego kraju w Unii Europejskiej...

1 lipca 2011 r. Polska obejmie prezydencję w Radzie UE.

I tu z pewnością nie powinniśmy brać przykładu z Czech, gdzie ówczesny rząd rozpadł się właśnie w czasie prezydencji.

W tym roku skończył pan 88 lat. Jak przez pryzmat doświadczeń politycznych postrzega pan dzisiejszą Polskę?

Publicysta Adam Michnik powiedział kiedyś o transformacji naszego kraju, że proces ten przypominał przeróbkę wartburga na mercedesa – i to w trakcie jazdy. W tym dowcipie jest dużo prawdy – jak bowiem dokonać całkowitej przebudowy systemu z udziałem ludzi, którzy od dwóch pokoleń żyli w dyktaturze? Byłem wówczas zdania, że jednogłośny sprzeciw Polaków wobec komunizmu można przekuć na aktywność obywatelską na rzecz demokracji. Zabrakło jednak odpowiedzi na pytanie, za jakim modelem transformacji opowiadają się Polacy i jak miałaby ona przebiegać.

Co ma pan na myśli?

Wszyscy marzyli o lepszej przyszłości, to jasne. Ale co by to miało konkretnie znaczyć? Co znaczyła Unia Europejska? I postulat równości dla wszystkich? Po upadku komunizmu nie tylko Polacy myśleli, że nagle staną się bogaci jak właściciele butików w Paryżu. Nikomu nie przyszło zaś na myśl, by za punkt odniesienia obrać rybaków na Sycylii, chociaż to przecież też część Unii. Chcieliśmy mieć wszystko – i niektórym rzeczywiście się to udało, tyle że po latach wysiłków i wyrzeczeń. Ale czy dziś możemy równać się z Zachodem? Niektórzy twierdzą, że Polska osiągnie obecne standardy zachodnie za 20 lat.

Za jedną z przeszkód w stosunkach polsko-niemieckich uważani byli Kaczyńscy.

W Niemczech zdecydowanie z tym przesadzono!

Czyli to Niemcy wszystkiemu winni?

Krytyka po drugiej stronie Odry przybrała karykaturalne rozmiary. Sam nie należę do ludzi, których satyra oburza. Nie jestem agresywny, ale i nie należę do słabeuszy. Moje słabości musiałem schować do szuflady w 1939 r. i do dziś nie pozwalam, by ujrzały światło dzienne. Nie wszyscy są jednak tak twardzi.

Czy stosunki między Polską i Niemcami ulegną teraz normalizacji?

Jeszcze nie. Jestem tego samego zdania co Richard von Weizsäcker, z którym podzielam również pewną nadzieję na przyszłość, a mianowicie, że nasze pokolenie musi wyginąć. Wielu ludzi nie jest już bowiem w stanie się zmienić. Ich rany i blizny stanowią dla nich symbole i znaki pozostawione przez historię. Owszem, historię należy znać i o niej pamiętać, lecz nie można wikłać jej w politykę.

Czyżby zatem cała nadzieja w młodych?

To ciekawe, ale mam coraz mniej przyjaciół z mojego pokolenia, a coraz więcej wśród ludzi młodych. Stąd mój względny optymizm. Do niedawna nasze stosunki z Rosjanami były w o wiele gorszym stanie niż z Niemcami. Mam nadzieję, że tragedia w Smoleńsku pobudziła naszych wschodnich sąsiadów do refleksji. Rosyjski aparat państwowy przełamał nareszcie ścianę milczenia w sprawie Katynia. Pośrednio korzystają na tym i Niemcy – w trakcie wizyty w USA rosyjski prezydent Miedwiediew po raz pierwszy otwarcie przyznał, że za mord w Katyniu odpowiedzialność ponosi Stalin i jego współpracownicy. Dla Niemiec oznacza to, że nikt nie może ich już winić za Katyń!

Podobne wypowiedzi można było usłyszeć wiele lat wcześniej z ust Borysa Jelcyna.

Jelcyn w stanie wskazującym potrafił opowiadać najdziwniejsze historie. Pewnego razu podarował on Lechowi Wałęsie kopię rozkazu Stalina i Biura Politycznego. Mimo to w kolejnych latach jego następcy wybrali strategię milczenia.

Stwierdził pan przed chwilą, że pańskie pokolenie musi najpierw wyginąć.

Owszem, było ono bowiem świadkiem piekła na ziemi.

Taka konkluzja musi jednak bardzo boleć.

Ależ naturalnie. Proszę jednak zrozumieć, jestem przewodniczącym Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej. Na co dzień stykam się z wieloma osobami, które przeżyły koszmar obozów koncentracyjnych. Obejmujemy się, rozmawiamy, płaczemy. Nie wszyscy zachowali się jak Primo Levi, który napisał książkę na ten temat, a potem popełnił samobójstwo. Jego przykład pokazuje, jak ciężko jest uporać się z przeszłością. Ba, czasem jest to niemożliwe. Muzea i pomniki pomagają, lecz nie rozwiązują problemów ofiar i ich bliskich. Zło apokaliptycznych rozmiarów pozostawia po sobie nie mniej głębokie ślady.

Nie napełnia pana troską fakt, że niedługo zabraknie autentycznych głosów gotowych opowiedzieć o tej tragedii?

Nie mam pojęcia, jak ludzkość zachowa się w przyszłości. Gorzka nauczka XX wieku – wspomnienie o komunizmie i faszyzmie – siedzi w nas do dziś. W Europie, za wyjątkiem pewnych rejonów na Bałkanach, rysuje się jednak tendencja, by przy poszukiwaniu rozwiązań obecnych problemów odchodzić od użycia siły. A to już duży krok naprzód.


Modlitwa NSZ-Panie Boże Wszechmogący-daj nam siły i moc wytrwania w walce o Polskę, której poświęcamy nasze życie. Niech z krwi niewinnie przelanych braci naszych, pomordowanych w lochach gestapo i czeki, niech z łez naszych matek i sióstr, wyrzuconych z odwiecznych swych siedzib, niech z mogił żołnierzy naszych, poległych na polach całego świata-powstanie Wielka Polska...

Administrator has disabled public posting
Crux
useravatar
User Info

Re: Różności, ARTYKUŁY, ciekawostki ...

www.reakcjonista.pl


Jak feniks z popiołów odradza się Reakcjonista.pl! Z największą przyjemnością poprowadzę portal, który – również dzięki wam – może stać się oazą normalności w czasach, gdy demoliberalne szaleństwo rozlało się po świecie, a rzeczy plugawe uznano za sacrum. Wartości takie jak “wiara”, “naród”, “wolność” czy “tradycja” dla wielu brzmią śmiesznie, jednak my, ludzie prawicy, zobowiązani jesteśmy do obrony tych samych wartości, które bronili szuanie przed rewolucyjną dziczą, cristeros ginący w imię krzyża, biali generałowie i hiszpańscy narodowcy przeciwstawiający się bolszewickiej dziczy czy endecy w ramach Narodowych Sił Zbrojnych walczący z socjalizmem narodowym i internacjonalistycznym. Portal ten w zamierzeniu ma stać się miejscem, w którym każdy prawicowiec znajdzie przydatne dla siebie informacje. Zwolennicy katolickiej kontrrewolucji, libertarianizmu, tradycjonalizmu integralnego, nacjonalizmu (zarówno narodowo-demokratycznego, jak i narodowo-radykalnego), rewolucji konserwatywnej będą zadowoleni.

Szczerze liczę na to, iż już wkrótce portal Reakcjonista.pl stanie się jednym z najciekawszym miejsc po prawicowej stronie sieci.

Czy za naszego życia dojdzie do powrotu do Tradycji? Czy Europa jest ostatecznie stracona? Nie traćmy nadziei. Pamiętajmy o słowach Nicolasa Gomeza Davili: “Kiedy reakcjonista mówi o ‘nieuchronnej restauracji’, to nie należy zapominać, że reakcjonista liczy w tysiącleciach.”


http://www.fronda.pl/crux/blog/
Notatnik kontrrewolucjonisty

Administrator has disabled public posting
ela1968
Moderator
useravatar
User Info

Re: Różności, ARTYKUŁY, ciekawostki ...

Znajomy z YT podesłam mi link do znakomitego artykułu.

http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka … ykul/6440/

Aleksander Majewski: "Koniec „Che”, czas na „Roja”?"

Prawicy w Polsce nie udało się wypromować postaci historycznej na bohatera popkultury. W to miejsce młodzi ludzie przez lata byli karmieni mitem „romantycznego idealisty” Ernesto „Che” Guevary, wspaniałych czterech pancernych i przyjaznych sprzymierzeńców spod znaku Czerwonej Gwiazdy. Reżyser Jerzy Zalewski chce to zmienić. Właśnie kończy pracę nad filmem fabularnym „Historia Roja, czyli w ziemi lepiej słychać” opowiadającym historię młodego żołnierza NSZ/NZW.

Kim był „Rój”?

Rój, a właściwie St. Sierżant Mieczysław Dziemieszkiewicz (1925-1951) to legenda polskiego antykomunistycznego podziemia niepodległościowego. Pomimo młodego wieku (w chwili śmierci miał tylko 26 lat) pełnił funkcję dowódcy patrolu Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Już jako 20-latek, decyzją dowódcy NSZ został odznaczony Krzyżem Walecznych, a pośmiertnie w 2007 r. śp. Prezydent Lech Kaczyński odznaczył go Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski „za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej”.


Czas zemsty

Wartości, za które przyszło zginąć „Rojowi”, zostały mu wpojone już w rodzinnym domu. Choć w materiałach UB jego rodzina była określana jako robotnicza, to zaznaczano jednocześnie, że ojciec „Roja” – Adam Dziemieszkiewicz „walczył w szeregach białogwardzistów przeciwko Armii Czerwonej''. Wielki wpływ na drogę ideową Mieczysława Dziemieszkiewicza, miał jego starszy brat – Roman (ps. „Adam”, „Pogoda), w późniejszym okresie komendant Powiatu NSZ Ciechanów. „Pogoda” przekazywał młodszemu bratu materiały konspiracyjne, które ten przewoził będąc jeszcze w szeregach NSZ.

Przełomowym momentem w życiu „Roja” był rok 1945. Wówczas został wcielony do .1 zapasowego pułku piechoty Ludowego Wojska Polskiego w Warszawie, skąd zbiegł, gdy dowiedział się o zamordowaniu starszego brata przez żołnierzy sowieckich w Ciechanowie. Wówczas, poprzysiągł sobie krwawą zemstę na komunistach. Od razu wstąpił do oddziału partyzanckiego NSZ-NZW ppor. Mariana Kraśniewskiego „Burzy”. Wówczas Mietek przyjął pseudonim „Rój”. Początkowo był łącznikiem między Komendą Okręgu a Komendą Powiatu. Jego bezpośrednim przełożonym był dowódca kompanii Marian Koźniewski „Walter”. Dziemieszkiewicz miał niezwykłe zdolności dowódcze i dlatego już w 1948 r. został awansowany do stopnia st. Sierżanta przez komendanta XVI Okręgu NZW. Gdy doszło do masowych aresztowaniach dokonywanych przez UB w Ciechanowie, „Walter” polecił „Rojowi” stworzenie i dowodzenie, wspomnianym wcześniej, patrolem Pogotowia Akcji Specjalnej na terenie powiatu ciechanowskiego. To wtedy rozpoczęła się decydująca, wieloletnia walka oddziału „Roja” z komunistycznym aparatem przemocy i konfidentami.


Za Ojczyznę i Wiarę…

Na swoim szlaku bojowym Dziemieszkiewicz i jego towarzysze broni, spotykali funkcjonariuszy MO, UB, żołnierzy KBW i siatkę donosicieli. Wobec nich partyzanci, pamiętając o zbrodniach sowietów, byli bezlitośni…

Przez kilka lat działalności, oddział zajmował się głównie likwidowaniem zwolenników komunizmu: działaczy partyjnych, zakonspirowanych współpracowników bezpieki, nauczycieli przekazujących przekłamaną historię Polski. Partyzanci zasłynęli również uwolnieniem innych „żołnierzy wyklętych” z ubeckiego więzienia. Rój dbał o propagandę, przez organizowanie antykomunistycznych wieców. Jedną z najbardziej spektakularnych akcji było zatrzymanie pociągu osobowego, którym jechali Mieczysław Piaskowski, funkcjonariusz PUBP w Ciechanowie oraz członek PZPR i oficer polityczny Wojska Polskiego ppor. Czesława Pacała, którzy po wygłoszeniu antykomunistycznego przemówienia przez Roja, zostali zlikwidowani.

Pomimo problemów kadrowych i słabego uzbrojenia, partyzantom udawało się nadal skutecznie działać. Niewątpliwie pozwalała na to charyzma i zdecydowanie „Roja”. Mimo, iż nie posiadał wielkiego wykształcenia, a do walki przystąpił „z marszu” stworzył dobry system konspiracji. W lipcu 1948 r. powołał samodzielną Komendę Powiatową NZW Kryptonim „Wisła” i został jej komendantem. Podlegało mu wówczas ok. 40 osób. Powołał również sekcje: Propagandy i Informacji, Uzbrojenia, Wywiadu, Kontrwywiadu, Sanitarną.

Dzięki temu mógł planować kolejne akcje. Najbardziej spektakularną miało być wzięcie do niewoli gen. Piotra Jaroszewicza, za którego chciał zażądać zwolnienia więźniów politycznych z powiatu ciechanowskiego. Jaroszewicz zupełnie niespodziewanie wyjechał wcześniej do Warszawy i zasadzka zakończyła się niepowodzeniem, choć, jak przyznaje historyk Leszek Żebrowski, znając brawurę „Roja” można było spodziewać się uwolnienia wielu więźniów.

Oprócz patriotyzmu, cechą, która wyróżniała oddział Dziemieszkiewicza była wielka religijność dowódcy i jego żołnierzy. Osoby u których zatrzymywał się „Rój” wspominają, że każdy dzień zaczynał od wydania rozkazu o modlitwie. Partyzanci oprócz naszywek „Śmierć wrogom Ojczyzny” nosili również ryngrafy z Matką Bożą.

Deklaracje „Roja” były nasycone katolicyzmem. Tak zwracał się do żołnierzy NZW w swoim apelu z 28 maja 1950 r.: „Koledzy, nie zrażajmy się tym, że giną co dnia najlepsi synowie Ojczyzny. Nic to. Giną za wiarę i Polskę, a z krwi ich wyrośnie Wielka Chrześcijańska Polska tylko dla prawdziwych Polaków.”. W tym samym dokumencie „Rój” pouczał: „Koledzy, każdy z Was musi być dobrym żołnierzem, dowódcą i kolegą, bo gdy przyjdzie chwila, że zginie Wasz dowódca, nie hamujcie pracy, a szerzcie Narodową Organizację jako Apostołowie, głosząc słowo Boże wśród pogan”

Obrona Wiary nie kończyła się wyłącznie na słowach. Np. 8 czerwca 1947 roku patrol „Roja” wykonał wyrok śmierci na sekretarzu Komitetu Gminnego PPR w Sońsku, Władysławie Nasierowskim, który słynął ze swojego zajadłego antyklerykalizmu. Głosił, między innymi, potrzebę likwidacji kościołów i unicestwiania księży. W swoim antykatolickim amoku, zdarzyło mu się nawet strzelać do figurki Matki Boskiej. Nie wysłuchał ostrzeżeń ze strony ludzi Roja. Efekt? Zginął.

Również ostatnie chwile życia partyzantów zdradzały ich silne przywiązanie do Tradycji. 10 listopada 1948 roku Władysław Grudziński ps.„Pilot", tuż przed śmiercią, zawołał: „Matko Najświętsza ocal mnie i osłaniaj swym płaszczem!”. Tenże „Pilot” uwiecznił swojego dowódcę wierszem, który doskonale oddawał przywiązanie żołnierzy i szacunek, jakim darzyli „Roja”:

„Kto raz go widział ten z pamięci już jego rysów nie wymaże,
Kto raz z nim walczył, ten pójdzie gdzie tylko mu rozkaże,
Kto raz miał możność być z nim razem i znosić trudy znoje,
Ten pójdzie pod jego rozkazem dla Polski dać życie swoje.

Dziecięciem prawie jeszcze był gdy las go wpędził w bój,
O Wolnej Polsce zawsze śnił młody rycerski „Rój”.
Nie zraził się, gdy padł mu brat rażony kulą wroga,
W duszę mu wplótł się zemsty bat i zdrajców do dziś smaga.

On porwał Przasnysz i Ciechanów do walki ze zdrajcami,
To on przestrachem jest tyranów i drżą przed nim nocami.
Konopki, Przasnysz i Gąsocin tam krwią swe drogi znaczył,
Na każdym bił i psocił gdzie tylko ich zobaczył.

Spać i jeść nie mógł, gdy dni kilka nie zaszedł im za skórę,
On musiał stale tropić „wilka” i ranić mu pazury.
Dlatego imię jego słynie daleko i szeroko,
Za uczciwość i odwagę będzie miał stale oko,

Potomność powie o nim dobrze i sławy mu nie ujmie,
Nie zginie jego dobre imię w innych nieprawych tłumie.
Aby dał Bóg, by z trudów Twych i nieprzespanych nocy,
Wyrosła Polska Wielka, Wolna od zdrajców i przemocy.

Dobremu, lecz niestałemu koledze Mietkowi „Rojowi” na pamiątkę Poświęca.”


Smutny epilog

Odwaga, determinacja i zdolności bojowe nie były jednak w stanie uratować partyzantów, gdy wokół swoje działania wzmagała bezpieka, której udało się wejść nawet do struktur oddziału i zwerbować najbliższą „Rojowi” osobę – jego dziewczynę Alinę Burkacką. Po aresztowaniu jej rodziców, UB postawiło ją przed trudnym wyborem – albo Dziemieszkiewicz albo rodzina. Wybrała rodzinę- dni „Roja” były już policzone.

To właśnie w wyniku donosu Aliny, nasz bohater został otoczony wraz ze swoim towarzyszem broni, Bronisławem Gniazdowskim „Mazurem” w gospodarstwie Burkackich we wsi Szyszki. W obławie uczestniczyło aż 270 żołnierzy z I Brygady KBW i nieokreślona liczba funkcjonariuszy UBP i MO. Akcję wspierał samolot. Pomimo wielkiej przewagi przeciwnika „Rój” i „Mazur” bronili się dzielnie przez kilka godzin. W końcu padli od kul broni maszynowej…

Bezpieka również po śmierci nie dała spokoju partyzantom. Ciała zostały wystawione na widok publiczny, a do mundurów przyczepiono elementy, których partyzanci nigdy nie używali. Zwłoki „Roja” były również ciągnięte za samochodem katów. Do dziś nie wiadomo gdzie pochowano partyzantów.

UB zadbało również o przekazania jak najgorszych i często kłamliwych informacji na temat „Roja”. Okolicznej ludności wmówiono, że żołnierze NZW to pospolici bandyci, których celem są akcje rabunkowe (w istocie były to rekwizycje, dokumentowane przez partyzantów, niezbędne do prowadzenia walki z komunizmem). Bezpieka na konto „faszystów” (bo z tylko z takim określeniem można było się wówczas spotkać) zapisywała przestępstwa, których nie popełnili (jak np. zastrzelenie kilkuletniego dziecka). Likwidację zdrajców opisywano jako mordowanie niewinnych ludzi. Tak np. komunistyczny autor, Marian E. Kofman przedstawia zabicie zatwardziałego socjalisty Wacława Kozińskiego: „Nie drgnęła nawet ręka faszystom „Roja” kiedy serią z automatu pozbawili życia 63-letniego uczciwego i spokojnego człowieka, zasłużonego wychowawcę i pedagoga”. („5 rzek”, nr 4 1966)
Jeśli porozmawiamy z ludźmi pamiętającymi tamten czas, zauważymy, że są nasiąknięci propagandą, jaką niezwykle skutecznie robił komunistyczny aparat przemocy. Nic więc dziwnego, że gdy w latach 90. planowano zawiesić w kościele parafialnym w Szyszkach (miejsce śmierci „Roja”) tablicę upamiętniającą partyzantów, ludność wyraziła ostry sprzeciw, nie chcąc oglądać „faszystów” obok witraży. W efekcie tablica zawisła na zewnątrz świątyni, ale dalej wzbudza niezadowolenie wśród tych, którzy w jednej kieszeni nosili legitymację PZPR, a w drugiej książeczkę do nabożeństwa…


Rehabilitacja?

Ekranizacja losów Mietka Dziemieszkiewicza byłaby rehabilitacją legendarnego partyzanta i innych jemu podobnych młodych ludzi, którym przyszło być ofiarami tamtego przeklętego okresu. W rolę „Roja” wcielił się Krzysztof Zalewski, znany ze zwycięstwa w programie „Idol”. Z deklaracji reżysera wynika, że nakreślona przez niego postać będzie kimś w rodzaju Robin Hooda i Janosika, który wielkodusznie pomaga ludności, prześladowanej przez komunistów. Czy nie będzie to zbyt cukierkowe? Przekonamy się już pod koniec tego roku (wtedy na ekrany kin ma wejść nowy film autora „Czarnych Słońc”).


"Hańba wierzącym w sierp i młot, chwała za Niepodległość zmarłym!"

Najlepiej, gdyby „Rój” został ukazany takim, jakim był – zagubionym i zdradzonym człowiekiem, który zdecydował się podjąć bezkompromisową walkę o wartości, które były deptane. Prawdziwą tragedią wielu „żołnierzy wyklętych” było nie tylko prześladowanie ze strony komunistów i beznadziejny danse macabre na celowniku bezpieki, ale po 1947 r. również niezrozumienie ze strony znacznej części ludności cywilnej. Północne Mazowsze, które bardzo boleśnie doświadczyło bestialstwa najeźdźców było wykrwawione. Osoby, które nawet odrzucały czerwoną propagandę, nie podchodziły z entuzjazmem do działań ludzi takich jak „Rój”. Chcieli po prostu żyć, mieli dość walki. Ale czy Mietek mógł wybrać inną drogę? Nie. Jedyną alternatywą były tortury i śmierć we więzieniu UB. Zaszczuty jak leśne zwierzę, nie stronił od przemocy, aby umrzeć godnie- z bronią w ręku. Miejmy nadzieję, że taki polski Rambo czy nowy Andrzej Kmicic zdobędzie serca młodzieży. Bo czy romantyczna opowieść o Walce i Oddaniu może zostać pominięta milczeniem? W czasie, gdy na „idoli” wyrastają gnoje opluwające Polskość i Wiarę, trzeba budować mit kogoś z zupełnie innej „bajki”. Może, zgodnie z życzeniem, Jerzego Zalewskiego zastąpi na koszulkach lewackiego bandytę „Che”? Miejmy nadzieję!

Aleksander Majewski


Modlitwa NSZ-Panie Boże Wszechmogący-daj nam siły i moc wytrwania w walce o Polskę, której poświęcamy nasze życie. Niech z krwi niewinnie przelanych braci naszych, pomordowanych w lochach gestapo i czeki, niech z łez naszych matek i sióstr, wyrzuconych z odwiecznych swych siedzib, niech z mogił żołnierzy naszych, poległych na polach całego świata-powstanie Wielka Polska...

Administrator has disabled public posting
Piotr
useravatar
User Info

Re: Różności, ARTYKUŁY, ciekawostki ...

Filmik z wystąpienia Rona Paula:
http://www.youtube.com/watch?v=IfjLvgpS … r_embedded

Film "Zamach stanu" cz. I:
http://www.youtube.com/watch?v=vdtGPURYo4o

Pistolet do wynajęcia (1997), 1/4
http://www.youtube.com/watch?v=TGGnDy5S … re=related
O Ganowiczu i samym filmie:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Rafa%C5%82_Gan-Ganowicz

Errata do biografii - F.A. Ossendowski [film]
http://narodowcy.net/viewtopic.php?f=15&t=334


Administrator has disabled public posting
Crux
useravatar
User Info

Re: Różności, ARTYKUŁY, ciekawostki ...

Piotr napisał:



    Re: Różności, ARTYKUŁY, ciekawostki ...

Filmik z wystąpienia Rona Paula:
http://www.youtube.com/watch?v=IfjLvgpS … r_embedded
Jejku, podsyłasz film z wystąpieniem libertarianina - niesamowite! big_smile In plus, oczywiście. wink


http://www.fronda.pl/crux/blog/
Notatnik kontrrewolucjonisty

Administrator has disabled public posting
CrusadeNR
Szef
useravatar
User Info

Re: Różności, ARTYKUŁY, ciekawostki ...

WYSZKOWSKI: "KRZYWONOS KŁAMIE"



Nie zwracam się Henryki, a wzywam do zabrania głosu jej przyjaciela i sponsora - Bogdana Borusewicza, bo to on ustalał z Lechem Kaczyńskim sposoby nacisku na doradców. Henryka spędzała w Stoczni sporo czasu, ale nie zawsze była w stanie, powiedzmy, rejestrować sytuację.

Henryka Krzywonos zarzuciła Jarosławowi Kaczyńskiemu, że skłamał, twierdząc, iż podczas Wielkiego Strajku Lech Kaczyński wywierał presję na członków Komisji Ekspertów, by podporządkowali się woli strajkujących i zrezygnowali z projektu wypracowania ugody akceptującej ramy komunistycznego ruchu związkowego (CRZZ). Krzywonos (a także inni koncesjonowani przez dominujące media działacze) twierdzą, że pomiędzy MKS i strajkującymi z jednej strony a doradcami z drugiej nie było żadnego sporu w kwestii żądania wolnych związków zawodowych.


Tadeusz Mazowiecki z kolegami przyjechali do Stoczni z zamiarem namówienia strajkujących do odstąpienia od postulatu nr 1, czyli WZZ i zadowolenia się demokratycznymi wyborami w ramach CRZZ. Rozmawiałem z Mazowieckim zaraz po jego przybyciu do Sali BHP i wskazał mi właśnie taką granicę, pisząc na kartce różne możliwości. Takie stanowisko doradców potwierdzają dokumenty dostępne w IPN. Wie to każdy, kto był wtedy w Stoczni i kto wykazuje minimalne zainteresowanie dla opublikowanych już opracowań tematu. Henryka spędzała w Stoczni sporo czasu, ale nie zawsze była w stanie, powiedzmy, rejestrować sytuację i  musiałem nawet w takiej sprawie ostro interweniować.


Dlatego nie zwracam się Henryki, a wzywam do zabrania głosu jej przyjaciela i sponsora - Bogdana Borusewicza, bo to on ustalał z Lechem Kaczyńskim sposoby nacisku na doradców. To Borusewicz nazwał doradców "różowymi pająkami" wskazując w ten sposób, że tylko niewiele różnią się od "czerwonych pająków", czyli komunistów. To Borusewicz (wspomagany przez Konrada Bielińskiego) na posiedzenie Komitetu Strajkowego w Stoczni Gdańskiej tak ostro atakował doradców, że Bohdan Cywiński chciał natychmiast opuścić Stocznię. To Borusewicz z Jackiem Kuroniem (wspomagany przez Adama Michnika i całą Kuroniadę) już po strajku zwalczał doradców jako ugodowców realizującym interesy własne, a nie "Solidarności".


Henryka Krzywonos nie odróżnia lojalności wobec "Solidarności" od ambicji własnych, ale mam nadzieję, że Bogdan Borusewicz, Konrad Bieliński, Adam Michnik i inni będą mieli odwagę zaświadczyć, że Lech Kaczyński reprezentował wobec doradców stanowisko WZZ i KSS "KOR".


Krzysztof Wyszkowski
wyszkowski.eu
http://niezalezna.pl/article/show/id/38514




Kto rozpoczął strajk komunikacji
miejskiej w Trójmieście w czasie strajku w sierpniu1980 r.? Dziś w "GW" możemy przeczytać, że to H. Krzywonos. Nie jest to prawda. Wierząc Krzywonos, że to ona rozpoczęła strajk motorniczych zakłamuje się historię, krzywdzi pamięć tych, którzy odważnie powoływali komitety strajkowe i reprezentując całą załogę rozpoczynali negocjacje z dyrekcją. Krzywonos dziś lansując jedynie siebie świadomie dąży do zakłamania przeszłości. Przypuszczam, że robi to pod wpływem planów powstania filmu o kobietach sierpnia1980, którego pewnie będzie jedną z wiodących postaci. Pamięta się dziś o Krzywonos. Zatarto pamięć o Janie Wojewodzie, Stanisławie Bagneckim i Zenku Kwoce.
15 sierpnia1980 r. strajk podjęłą trójmiejska komunikacja. Od około godz.4.30, na trasy nie wyjechali kierowcy z zajezdni autobusowej przy ul. Karola Marksa (dziś Józefa Hallera) w Gdańsku. Zostały spisane postulaty i wybrano Komitet Strajkowy, którego przewodniczącym został Jan Wojewoda. Postulaty przekazano dyrektorowi Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Gdańsku. Od rana rozpoczął się także strajk w zajezdni tramwajowej we Wrzeszczu przy ul. Wita Stwosza. Pracowanicy spisali swoje postulaty i przedstawili dyrektorowi WPK oraz sekretarzowi Komitetu Zakładowego PZPR. Przewodniczącym Komitetu Strajkowego został motorniczy Stanisław Bagnecki. Motorniczowie z dwóch pozostałych zajezdni tramwajowych w Gdańsku Nowym Porcie i przy ulicy Łąkowej mimo wezwań do strajku pod naciskiem kierownictwa zakładów wyjechali na trasę. Pierwszym tramwajem, który wyjechał z zajezdni w Nowym Porcie kierowała Henryka Krzywonos. Przed nią dwóch motorniczych odmówiło wyjazdu na trasę - jeden gdzieś się zapodział, a drugi dostał raptem biegunki. Gdy raptem przerwano zasilanie trakcji tramwajowej wszystkie tramwaje które wyjechały na miasto stanęły. Krzywonos porzuciła swój tramwaj i poszła do stoczni. Inni motorniczowie pozostali w tramwajach. Krzywonos za pozostawienie tramwaju mogły grozić konsekwencje łącznie ze zwolnieniem z pracy. W stoczni nie reprezentowała swoich kolegów z pracy, gdzie pracowała od niedawna i była mało znana.
W Gdyni15 sierpnia autobusy i trolejbusy wyruszyły rano w miasto., ale po rozwiezieniu ludzi do pracy, około godz.9.00–10.00, wróciły do bazy. Rozpoczął się strajk. Wybrano delegację przedstawicieli na rozmowy do zajezdni tramwajowej w Gdańsku Wrzeszczu.
Pierwsze spotkanie przedstawicieli komitetów strajkowych WPK z Gdańska i Gdyni z władzami województwa i kierownictwem zakładu odbyło się w południe15 sierpnia w sali konferencyjnej Zakładowego Domu Kultury „Tramwajarz”. Oprócz dyrektora WPK, Zdancewicza, uczestniczył w nim m.in. wicewojewoda gdański Włodzimierz Koenig oraz Kordian Borejko, dyrektor Wojewódzkiego Zjednoczenia Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Rozmowy przeciągały się, kontynuowano je w zajezdni przy ul. Karola Marksa, ale już bez delegatów spoza Gdańska, którzy rozjechali się do swoich zakładów.
Ostatecznie16 sierpnia wieczorem zawarto porozumienie. Ze strony strajkujących podpisał je Jan Wojewoda. Tadeusz Fiszbach zagwarantował wszystkim pracownikom podwyżkę50 proc. oraz niewyciąganie konsekwencji wobec strajkujących. Warunkiem otrzymania podwyżki miało być przystąpienie komunikacji do pracy w niedzielę,17 sierpnia. Strajk nie został jednak przerwany; autobusy i tramwaje w Gdańsku i Gdyni nie wyjechały na miasto. Po decyzji załóg o odrzuceniu porozumienia i kontynuowaniu protestu18 sierpnia z przewodniczenia Komitetowi Strajkowemu zwolniono Wojewodę, zastąpił go Stanisław Gorzelany. Wpływ na kontynuowanie akcji strajkowej przez komunikację miejską w Trójmieście miała umowa zawarta m.in. przez reprezentującego strajkujących w zajezdni autobusowo-trolejbusowej przy alei Zwycięstwa w Gdyni Zenona Kwokę i Borusewicza, który nocą z15 na16 sierpnia – ubrany jak stoczniowiec w kombinezon i żółty kask – przybył do zajezdni w towarzystwie Basi Hejcz i Ani Gadziałowskiej. Podczas nocnego spotkania postanowiono, że „WPK nie zakończy strajku bez Stoczni, a Stocznia bez WPK”.
W czasie strajku pracownicy WPK chcieli, aby w stoczni reprezentował ich wybrany przez nich przedstawiciel, a nie przypadkowa osoba, za którą uważali Krzywonos. Jednak z uwagi na publiczne ogłoszenie wcześniej skłądu Prezydium MKS, do którego weszła Krzywonos, chcąc nie szkodzić akcji strajkowej zrezygnowano z tego wniosku. Tramwajarze odwołali Krzywonos już we wrześniu1980 r. ze składu MKZ.
Lubię Henrykę, polubiłem ją już na strajku w sierpniu1980. Zwykła, choć niespokojna i burzliwa kobieta o niewyparzonym języku. Walcząc w sobotę16 sierpnia o przedłużenie strajku w Stoczni Gdańskiej walczyła o swoją skórę. Gdyby nie zastrajkowali inni tramwajarze i kierowcy autobusów, którzy zorganizowali komitety strajkowe i wybrali swoich przedstawicieli na strajk w stoczni, gdyby strajk w Stoczni Gdańskiej się zakończył, zostałaby dyscyplinarnie zwolniona z pracy. Stąd jej determinacja i pełne poświęcenie w sierpniu1980 r.
Henryko, dlaczego zapominasz o swoich kolegach z pracy, dlaczego nie walczysz o przypomnienie nazwisk tych, którzy wówczas poderwali całą komunikację w Trójmieście do strajku?
PS
Niektóre z faktów podaję na podstawie badań histyorycznych historyka Arkadiusza Kazańskiego, przepraszam, że nie napisałem o tym od razu.

http://leszek.sopot.salon24.pl/223769,s … niu-1980-r

***
inne dwie ciekawe relacje potwierdzające, że nasz waleń pospolity to łamistrajk i demaskujące kłamstwo jakoby brudna heńka krzywonos zamykała bramę przed wychodzącymi robotnikami po rozwiązaniu
strajku przez łamistrajka bolka, znajdziecie państwo tutaj:

http://swkatowice.mojeforum.net/temat-vt10130.html

"Trzy kobiety zamykały bramy stoczni, gdy Wałesa zakończył strajk po podpisaniu porozumienia z Władzami - chodziło o podwyżkę - a nie 21 Postulatów. Odtąd strajk na Stoczni był strajkiem solidarnościowym i wybrano MKS. Należało zatrzymać w stoczni pracowników bo Wałęsa kazał się rozejść!

Te kobiety to:
Anna Walentynowicz
Alicja Pieńkowska
Ewa Ossowska

Z nich trzech żyje tylko Ewa Ossowska. W filmie dokumentalnym emitowanym przez TVP podano, że tą trzecią osobą była Henryka Krzywonos. Jest to kłamstwo historyczne!"

"Zenon Kwoka, w 1980 roku podobnie jak H. Krzywonos pracownik komunikacji miejskiej, (nazywało się to wtedy WPK GG) opowiadał w programie
Jerzego Zalewskiego "Pod Prąd" o tym że defakto to Henryka Krzywonos była w 1980 roku łamistrajkiem."


Ciekawe zdjęcie - konsultacje przed personalnym atakiem?
http://www.bankfotek.pl/view/740479

Administrator has disabled public posting

Informacje forum

Statystyki:   LIczba użytkowników: 404  LIczba wątków: 349  LIczba sond: 3  LIczba postów: 9964  Ilość postów w tym tygodniu: 14
Informacje o użytkownikach:   Najnowszy użytkownik :  virtu   Zalogowani użytkownicy: 0   Goście: 99
Wątek
Nowy
Locked
Wątek
Nowy
Locked
Przyklejony
Active
New/Active
Przyklejony
Active
New/Active
New/Closed
New/Sticky
Closed/Active
New/Locked
New/Sticky
Locked/Active
Active/Sticky
Sticky/Locked
Sticky Active Locked
Active/Sticky
Sticky/Locked
Sticky/Locked/Active